Aktualności
WOJSKO WŁAŚCIWIE INWESTUJE RÓWNIEŻ W LUDZI WIARY
26.08.2015
ROZMOWA KAPELANA Z ŻOŁNIERZAMI W UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY CZĘSTOCHOWSKIEJ

Pasjonująca i wciągająca oraz  jak się okaże pełna emocji odważna rozmowa z żołnierzami - spadochroniarzami, którzy zachęcają do inwestycji całego Wojska w żołnierzy a żołnierzy jeszcze bardziej w siebie pod względem duchowości. Jak sami później stwierdzą: Jeśli nie ma Boga – to nie ma i Honoru i Ojczyzny. Ja już to dzisiaj zauważam. Mówię to z perspektywy swojego 20. letniego wojskowego stażu i doświadczenia na różnych szczeblach i w różnych środowiskach, obserwuje transformację wojska. Pytam: – wyrzuciliście Boga, a mówicie o Honorze i o Ojczyźnie? - Nie ma, nie ma wtedy i Honoru i Ojczyzny i mogę na to podać milion przykładów. Nie boję się tego stwierdzić. Ubolewam nad tym bardzo, że czasem neguje się te sztandarowe pryncypia służby. Wierzę, że jest duża i silna część żołnierzy w Wojsku Polskim, która chciałaby tak żyć zgodnie z tym co na sztandarze. Żyć i służyć tak, aby kierować się i tym Honorem i Ojczyzną, ale żeby na początku też był Bóg (…). Trzeba o tym mówić. O wyborach mówi się wszędzie, na każdym kroku i nam żołnierzom się o tym przypomina, że to ważna rzecz. Wszędzie się o tym przypomina, dąży się do tego aby była frekwencja, a o takich sprawach mało się mówi, mimo że powiewa sztandar … Bóg – Honor – Ojczyzna. Tak? Dzisiaj po 20. latach miałem możliwość pójść na pielgrzymkę i chwała memu dowódcy batalionu pułkownikowi Grzegorzowi Pradlowi, ale i również dowódcy brygady generałowi Adamowi Joksowi za zaangażowanie. Naprawdę chwała, że mi to umożliwił. Wszystkim, którzy przyczynili się do tego przedsięwzięcia, dołożyli cegiełkę – składam wyrazy szacunku. Z przedstawicielami pielgrzymów spadochroniarzy, z Panem ppor. Karolem Cierpicą i Panem mł. chor. Władysławem Starcem rozmawia kapelan ks. por. Łukasz Józef Hubacz.



Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
 - W tym roku, w sierpniu, wyruszyliście Panowie jako żołnierze z 6. batalionu logistycznego na pielgrzymi szlak w XXIV Pielgrzymce Żołnierzy na Jasną Górę, która rozpoczęła się wymarszem w Warszawie. Należycie do 9. żołnierzy pielgrzymów z 6. Brygady Powietrznodesantowej. Maszerowało z wami jeszcze dwóch żołnierzy z tego batalionu, trzech z 6. batalionu dowodzenia oraz dwóch z 18. batalionu powietrznodesantowego. W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej mija już 11 dni jak dotarliście do duchowej stolicy Polski. Dzisiaj, można powiedzieć, świętujemy imieniny Pani Jasnogórskiej, bowiem przypada uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej. W dniu imienin wraca się myślą do osoby, która jest w centrum, jest bliska i kochana, która jest po prostu solenizantem. Wracając myślą do Matki Bożej Częstochowskiej a zarazem do pielgrzymki -  to jakie wspomnienia szczególnie ciepłe i serdeczne   towarzyszą wam Panowie do dnia dzisiejszego?

ppor. Karol Cierpica
- Takie ciepłe, serdeczne wrażenia mam z całej pielgrzymki. Szczególne jednak wtedy, kiedy spotykaliśmy ludzi na trasie naszego przemarszu, może ktoś powiedzieć, że zwykłych ludzi, którzy nieśli nam wsparcie. Tak, wsparcie nam pielgrzymom zdążającym do tronu Matki Bożej. Było to wsparcie niesione czy to w postaci polewania nas wodą w naprawdę upalne dni pielgrzymkowe, czy to częstowania nas zupą, czy tym chociażby kubkiem zimnej wody – to było niesamowite. Naprawdę! Ja pamiętam pielgrzymki, kiedy byłem tylko kibicem, czyli tym przyjmującym kiedyś pielgrzymów, a obecnie byłem z tej drugiej strony. Dzięki temu zobaczyłem jak jest niesamowicie ważne i życzliwe nastawienie społeczeństwa do nas pielgrzymów. To szczególnie pamiętam. Moje wspomnienie m.in. to podkreślenie ludzkiej życzliwości i zobaczenie ich łez. To szczególnie pamiętam i tak był to określił. Życzliwość – to są te pierwsze wrażenia, których nie da się zapomnieć. Ja widzę do dziś te kobiety w Warszawie – to ludzie, którzy pamiętają Powstanie Warszawskie. Idzie Wojsko, polska flaga w dłoniach, niemiecka flaga, amerykańska flaga i żołnierze. Na ten widok ludzie płakali, łzy. I te słowa pociechy tych ludzi: „dojdźcie szczęśliwie do naszej Matki” i tym podobne słowa. Dalej wychodzimy z bram Warszawy, a tu na wioskach i na podwórkach logistyka można powiedzieć jak na poligonie. Obiady przy kościołach, kanapki, owoce, słodycze, wszystko. Na całej trasie tak było! Ludzie na trasie polewali nas wodą, kubki z kompotami, woda z miętą. Niesamowite to było. Jak mięta smakuje prawdziwa – to chyba też co niektórzy po raz pierwszy dowiedzieli się w życiu i zobaczyli też, że naprawdę chce im się pić. Ktoś może kiedyś myślał tylko na pasie taktycznym czy na lądowisku, że chce mu się pić, a tu na pielgrzymce można było w te upały dowiedzieć się co to znaczy: „chcę się napić”. A ludzie tacy byli dobrzy, zwłaszcza dla żołnierza. Serdeczność wzruszająca nawet i mnie żołnierza. A Ty Władziu?

mł.chor. Władysław Starzec
- Jeśli chodzi o moje wspomnienia, o Maryję, o Królową Polski, chciałbym zwrócić uwagę również na cel naszego pielgrzymowania, na to, po co żołnierz tam się udał. Każdy z nas szedł aby przedstawić Bogu przez ręce Maryi te swoje prośby i błagania, ten ciężar drogi. Większość z nas idąc już na pielgrzymkę zabiera ze sobą intencje, to co sam ma w sercu, ale i intencje swoich bliskich, znajomych, kolegów i koleżanek z pracy. To jest ważne, aby Maryję Królową nie traktować jedynie jako Królową Polski ale również Królową naszą - nas żołnierzy. Pielgrzymowanie dla mnie okazało się ważne i osobiście to wędrowanie przeżyłem. Proszę zwrócić uwagę na wydarzenie z historii jak to Król Sobieski z Matką Bożą w Jej wizerunku maszerował pod Wiedniem, aby pewnie pokazać, że Ona Królowa Polski, jeśli będziemy przez nią prosić i będziemy się Jej trzymać – to wówczas, jak to mówią: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Musimy też w ten sposób również jako żołnierze to pielgrzymowanie z Maryja i do Maryi traktować.

ppor. Karol Cierpica
- Tak, to jest piękne co powiedziałeś. Spotkałem się na pielgrzymce z sytuacją kiedy jeden z żołnierzy powiedział publicznie: „Jeszcze Polska nie zginęła”. A miało to miejsce kiedy dochodziliśmy do pewnej miejscowości, byłem wówczas w czołówce grupy. Dochodząc do granic tej wioski wyruszyła ku nam reprezentacja mieszkańców, kobiet z przywitaniem, słuchajcie, z chlebem i solą i łzami w oczach. Mówili wtedy: „nawet nie wiecie jaka jest to dla nas radość, jak my się cieszymy, że możemy was gościć i zapraszamy”. Przywitali Księży kapelanów prowadzących pielgrzymkę i wszystkich. I wtedy po wzruszających powitaniach tych wdzięcznych mieszkańców którzy choć nie widzą na co dzień munduru ale go szanują, to wówczas padła jakby do-powiedź żołnierza z pół tysięcznego tłumu: „Jeszcze Polska nie zginęła!”. Tak właśnie to żołnierze z tłumu ocenili, że w tym naszym Narodzie jest naprawdę ta potrzeba pielgrzymowania do Królowej Matki i jest to wielka sprawa i konieczność. A do czego zapraszali ci ludzie? - do tego co przygotowali własnymi rękami, do tego co przygotowali ze składek z wioski całej. Dużo jedzenia, naprawdę. To w sumie nie zdarza się tak oficjalnie w dzisiejszym świecie.  Oczywiście mają miejsce takie sytuacje ale nie zdarza się aby o tym mówić. Tego dzisiaj nikt nie pokazuje, tej ludzkiej dobroci. Przecież ktoś to musiał kupić, zaopatrzyć w produkty na obiad. Wszyscy mamy rodziny i każdy wie ile kosztuje jeden obiad – a tam przez ręce tych kobiet było obiadów przygotowanych 500. A wioska miała 20 domów. A to były kobiety wszystkie na emeryturze.  O takiej życzliwości trzeba mówić, pisać, nagrywać i pokazywać i nie tylko w telewizji TRWAM. Tego oczywiście nie zobaczycie, tych kobiet i łez i ich pracy. Nie zobaczycie tych rzeczy w innych mediach. Zobaczycie za to inne pasjonujące rzeczy – dla ludzi bez refleksji. Zobaczycie i to tylko pokażą, teraz wymyślam, jak jakiś ksiądz zamieszany jest w aferę. A ja wam powiem, w każdym środowisku będą afery. I te rzeczy się piętnuje, a dlaczego nie pokazuje się tych bardzo dobrych rzeczy?. Ich jest dużo, tych dobrych gestów życzliwości moich zdaniem jest jeszcze więcej w tym narodzie. Te chociażby pielgrzymkowe spotkania, ta życzliwość, serdeczność i wzruszające łzy ludzi w wioskach i miastach – to wszystko szczególnie pamiętam. To daje moc, wzrusza, napawa chęcią pielgrzymowania i dawania świadectwa ludziom również o pokrewnych wartościach. Jednocześnie zgadzam się z Tobą Władku, z tym co mówisz, a więc duchowość w naszym pielgrzymowaniu jest niezmiernie ważna. Osobiście odwołując się do tej części pytania o Matki Bożej – to dopowiem, że ja często wracam do Matki Bożej z Jasnej Góry. Ona również pobłogosławiła moje małżeństwo. Tam zawierałem małżeństwo 14 lat temu i dlatego idąc po raz pierwszy pieszo zanosiłem szczególne podziękowania za różne sprawy i za małżeństwo i dodam, to co wspominałem przed naszą oficjalną rozmową, otóż na pielgrzymce jest sporo czasu na refleksje, na myślenie o innych, o bliskich i na rozmyślanie o nich i jednoczesną modlitwę w ich intencjach.

mł.chor. Władysław Starzec
- Ten codzienny trud, różaniec który odmawialiśmy, te intencje  które każdy mógł codziennie oddać – to wszystko świadczy o innym wymiarze, o którym dzisiaj z tęsknotą wspominam. Sądzę, że dla większości żołnierzy była to pielgrzymka dziękczynno – błagalna. To nie był marsz kondycyjny, to była pielgrzymka, a więc niesamowity wysiłek, niesamowite zmęczenie połączone z modlitwą. Niejednokrotnie wydawało się, że nie dam rady, ale zapewne Matka Boża tak zadecydowała, że dzięki Niej i Jej pomocy przejdę … i tak sobie uradziliśmy.

ppor. Karol Cierpica
- Z tym, co powiedziałeś, w zupełności się zgadzam. Przed pielgrzymką nawet w tej kancelarii była rozmowa z kolegami którzy nie idą o tym, że trzeba się przygotować pod względem kondycji - bo to wymaga wysiłku. Osobiście uważam się za nie najgorzej wysportowanego człowieka, biegam maratony. I wówczas podczas tych rozmów po prostu się uśmiechałem sądząc, że to przesada aby się przygotowywać, a okazało się, że już drugiego czy trzeciego dnia pielgrzymki nie mogłem nawet wstać, tym bardziej,  że doświadczały nas upały. Każdego wieczoru przychodziła myśl, że już człowiek jest wykończony. Natomiast na kolejny dzień rano, szczególnie po Mszy św., napełniałem się wielką siłą, otrzymywałem naprawdę tzw. „powera”.



Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- W 1382 roku nastąpiła wprowadzenie paulinów do nowej fundacji  na Jasnej Górze, a od 1384 roku istnieje ten wizerunek Matki Bożej w tymże klasztorze. Niemal od samego początku złożenia tego obrazu w tym miejscu - ludzie do niego pielgrzymowali. Ta praktyka trwa od wielu więc wieków. Czy warto dzisiaj pielgrzymować, a jeśli tak, to jak zachęcić innych do tej formy pobożności?


ppor. Karol Cierpica
- Warto, warto. Powiem tak, że uczestniczyłem w wielu rekolekcjach w moim życiu, w młodości, dużo ich było za dzieciaka i w parafiach i w obecnej nawet. Natomiast taka forma rekolekcji jaka odbyła się podczas pielgrzymowania to jest rzecz niepowtarzalna i wyjątkowa. Dla kogoś kto szuka Boga, komu wartości są bliskie ale gdzieś się zagubił to tak naprawdę może tam odnaleźć swoją drogę. Uwierzcie, naprawdę można odnaleźć swoją drogę. Rekolekcje wraz z konferencjami, które były prowadzone przez księży kapelanów, połączone dodatkowo z modlitwą za wstawiennictwem Maryi a jednocześnie połączoną z tym wysiłkiem naprawdę dużym – daje wymiar naprawdę głębokiego duchowego przeżycia i każdemu polecałbym pielgrzymkę. Dzisiaj gdy rozmawiam o pielgrzymce mówię każdemu, że to było przeżycie niesamowicie duchowe bardzo bogate, mnie ubogaciło niesamowicie i w takich słowach do tego bym zachęcał.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Czy istnieje chęć ubogacania innych?

ppor. Karol Cierpica
- Tak jest, istnieje, emanuje,  naprawdę jest ta chęć. Naprawdę czuje się to w sercu.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Zapewne Panowie spotkaliście się po pielgrzymce z pytaniami traktującymi o udziale w niej. Jakie to były pytania, rozmowy i czego dotyczyły, czy tylko wymiaru zewnętrznego?


ppor. Karol Cierpica
- Tak, oczywiście. Trzeba też zauważyć, że wojsko jest poniekąd takim środowiskiem opornym i dzisiaj można ubolewać nad krępacją ludzi w stosunku do rozmów o wartościach. W kancelariach porusza się miliard różnych tematów, natomiast o Bogu mówi się  bardzo rzadko. Na szczęście, dzięki Bogu, są takie kancelarie gdzie nie tyle można ile się chce poruszać takie ważne też tematy. My szczęśliwie mamy w batalionie takie kancelarie gdzie rozmawiamy, szczególnie tutaj u kolegi. Ludzie pytają, owszem, ale jak ten zewnętrzny wymiar pielgrzymki wyglądał, a więc czy się zmęczyłeś, czy ciężko było itd. Jeśli jest chwila i jeśli jest moment rozmawiam również o duchowości pielgrzymki.

mł.chor. Władysław Starzec
- Chciałbym dopowiedzieć, że była to moja pierwsza pielgrzymka do Częstochowy. W życiu jak wiadomo jest wiele wydarzeń, ale pielgrzymka to jest dla mnie przygoda życia na dzień dzisiejszy i ta duchowość i ten wysiłek. Ja osobiście miałem dużo pytań, ze względu na to, że wcześniej zachęcałem w batalionie żołnierzy, pragnąłem aby jak najwięcej ludzi się zgłosiło na pielgrzymkę – oczywiście w miarę dostępności miejsc. Po pielgrzymce więc było dużo pytań m.in. czy się udało, czy było ciężko. Zobaczymy czy te moje opowieści zdadzą egzamin, choć nie ukrywam już chętni są, oczywiście jeśli nasz dowódca wyrazi na to zgodę. Wiadomo, że trzeba te ważne obowiązki służbowe pogodzić z tym czasem spędzanym na pielgrzymce i tak dopiąć sprawy związane z wyruszeniem na nią, aby nikt nie cierpiał. Już teraz czuję, że ludzie chcą chodzić, chcą poczuć smak tamtej wspólnoty wojskowej. Ludzie chcą się uduchawiać mimo że, o tym nie mówią oficjalnie. Tęsknota w duszy za Bogiem chyba jest u każdego, u każdego kto szuka dróg przemiany ścieżek innych a zarazem swoich.

ppor. Karol Cierpica
- Zauważam, że wielu ludzi zdaje sobie sprawę rzeczywiście z tego, że Bóg u nich jest gdzieś daleko i nawet o tym mówią i ubolewają. Jeśli Bóg jest daleko, to nie jest to za bardzo dobrze w sytuacji ludzi ochrzczonych. A pielgrzymka to jest dobra forma żeby powrócić we wspaniały sposób poprzez Maryję do Boga.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Czy wojsko powinno się utożsamiać z wiarą?


mł.chor. Władysław Starzec
- Oczywiście, że spotkałem się z takimi założeniami, że wojsko nie powinno utożsamiać się z Panem Bogiem i również, że po co akcentować swoje poglądy religijne. Cóż poradzić tym, którym się to nie podoba, ale dopóki na naszych sztandarach jest Bóg Honor Ojczyzna – to musimy się z tym Panem Bogiem utożsamiać podobnie jak również z pozostałymi sztandarowymi hasłami. Jeśli ktoś nie jest człowiekiem honoru i nie potrzebuje tej również wartości i nią nie żyje na co dzień to niech również rozgłasza, że to kolejne hasło wiążące nasze przesłanie służby jest do odprucia ze sztandaru. Albo może ktoś zażąda aby z jednej strony sztandaru były słowa tradycji i przesłania takie jak Bóg - Honor - Ojczyzna a z drugiej strony do wyboru np. Życie bez wartości – Brak Honoru – Prywata. Dopóki dla tych którzy wierzą że jest Bóg i Bóg na sztandarze to wojsko powinno utożsamiać się z wiarą. W końcu żołnierz nie jest skazany wyrokiem sądowym i pozbawionym praw, dodam że i więźniowi daje się w miarę możliwości dostęp do praktyk religijnych, dlaczego więc żołnierz po pierwsze miałby się wstydzić wiary, a po drugie dlaczego nie miałby się utożsamiać z czymś a więc z wartościami i cnotami niezbędnymi w żołnierskiej służbie, a które jak wierzy od Boga pochodzą i w Nim swoje źródło mają (?). Jeśli ktoś mówi, że czas na prywatne praktyki jest poza wojskiem, czy też zdanie: „jeśli chce iść na pielgrzymkę – to niech weźmie sobie urlop” - to ja tez mam na to niejedną grzeczną ripostę. Czyli co? Bóg ze sztandaru ma znaleźć u mnie miejsce poza służbą, poza wojskiem? Również mogę zapytać – chcesz Honoru i Ojczyzny? Chcesz? - to weź sobie urlop i poza służbą sobie te pryncypia eksponuj, nad nimi się zastanawiaj, nimi żyj, ale pamiętaj tylko poza służbą. Może tak?! Mogę zapytać każdego, komu obojętne lub intrygujące jest sztandarowe hasło: Bóg … zapytać: Jak więc Ty chcesz wywiązać się w czasie służby z pozostałych haseł sztandarowych? - skoro one jedynie stanowią wartość? Ja tych haseł na sztandarze nie wyszyłem, ale skoro zostały wyszyte na sztandarze jednostek z którymi się utożsamiamy, to do czegoś to zobowiązuje. A poza tym każdy żołnierz nosi sztandar w swoim sercu – jak mi wiadomo, niejednokrotnie podkreślał to pułkownik Daniel Różański.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Pielgrzymka, marsz oddala od miejsca zamieszkania, od miejsca służby. Jak bardzo była obecna w Panach przypadku refleksja o Rodzinie, kolegach i koleżankach służby, o przełożonych?

ppor. Karol Cierpica
- Pewnie, że tak. Oczywiście. Pielgrzymowanie to jest właśnie ten czas, gdzie każdego dnia, o czym wspomniał kolega Władek, polecaliśmy nowe intencje przez Maryję Bogu. A w nich znaleźli swoje miejsce wszyscy o których właśnie wspomniał kapelan w pytaniu. Codziennie mieliśmy czas aby te wszystkie intencje, które są głęboko w sercu, a więc zarazem i głęboko w sercu i sprawy i bliscy i koledzy oraz koleżanki a także przełożeni, mieliśmy czas aby to wszystko w pierwszej kolejności przelać na papier, ale i przede wszystkim może zanieść w sercu Panu Bogu na Jasną Górę. Osobiście zauważyłem w ciągu tego pielgrzymowania, że rodziły mi się w sercu i przypominały problemy, sprawy, choroby ludzi naprawdę odległych. Intencje związane z rodziną oczywiście były bez dwóch zdań, ale również z pracy ze służby także podwładni i przełożeni. Czas pielgrzymowania sprzyjał ku temu.

mł. chor. Władysław Starzec
- Na początku tych intencji było mało. Ta duchowość się rozwijała. Z dnia na dzień oczywiście wewnętrznie się zgrywaliśmy. Co raz bardziej były te intencje głośne, odważniejsze i było ich więcej.

ppor. Karol Cierpica
- Co do intencji, to było to tak technicznie rozwiązane, aby każdy w czasie dłuższej przerwy obiadowej miał czas aby przemyśleć i przelać je na papier, natomiast później, w czasie różańca w trasie, były one odczytywane. Widzę po sobie, to moje świadectwo, aby w czasie pielgrzymki jak najwięcej ofiarować Matce Bożej … aby wykorzystać ten czas maksymalnie modląc się za kogoś. Jest to takie prawdziwe, że modląc się za kogoś – modlisz się i za siebie. Sporo ludzi prosiło mnie również o modlitwę przed pielgrzymką, ale prosili mnie i innych żołnierzy a więc nas żołnierzy ludzie, których może widzieliśmy na trasie pierwszy i może ostatni raz w tym życiu. Pielgrzymowanie sprzyja wzbudzaniu intencji. Wrócę jeszcze do tego porównania o którym wspominałem, a mianowicie zauważyłem, że podczas zwykłych rekolekcji jest czasu mało, a na pielgrzymce jest dużo, sporo więcej. Pielgrzymka 10. dniowa – to rewelacyjna sprawa.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- W ostatnim dniu Waszego pielgrzymowania usłyszeliście wiele pozytywnych zdań. Pani Minister Beata Oczkowicz zaakcentowała m.in. cel pielgrzymowania i kładąc definicję Waszego trudu wyraziła się następująco: „To chwila, która zatrzymuje tempo naszego życia i pozwala rozważyć jego sens. Tu jest miejsce i czas aby przewartościować swoje życie z pytania co ja mogę z tego mieć?, na pytanie co ja mogę komuś dać?”. I w tym momencie przychodzi mi  myśl związana z tym, że być może codzienność czasowo wyklucza refleksję nad własnym życiem w rodzinie, w pracy, podczas służby. Czy czas pielgrzymki sprzyja nie tylko takim i podobnym pytaniom ale i odpowiedziom? Potwierdzacie Panowie, że jedną z form rozmyślań również prywatnych jest moment wygłaszania codziennej tzw. „konferencji”? Jak wygląda pokrótce gospodarowanie prywatnym czasem w programie pielgrzymowania żołnierzy?

mł. chor. Władysław Starzec

- Zapewne, czas sprzyja wielu pytaniom, refleksjom. I słusznie zauważono, że jest na pielgrzymce właściwe zagospodarowanie czasu. Nasuwa mi się takie wspomnienie dotyczące dłuższej próby wejścia w prywatny czas modlitwy chociażby poprzez własne rozważanie różańca – jest to poniekąd ciężko wykonać, bo jest zawsze doskonale ustawiony ten czas rekolekcji w drodze. To konferencja, za chwilę śpiew, po jakimś czasie śpiew. Eucharystia – to moment odpowiedni i podkreślę, że czas refleksji wewnętrznej był w czasie tych konferencji świetnie wygłaszanych. W zupełności to w tych dwóch punktach rodziło się i wiele pytań i odpowiedzi. Oprócz czasu zagospodarowanego, był też czas w większości przeznaczony na walkę ze swoimi słabościami fizycznymi. Był czas modlitwy ważnej, choćby różańcowej, gdzie ten „czas” pielgrzymki, „czas” trudu, człowiek ofiarowywał na przykładzie: „Boże, Maryjo przyjmijcie wysiłek mój i ten czas trudu w intencjach o które Cię proszę”. Faktycznie czasami było ciężko.

ppor. Karol Cierpica
- Na pewno konferencje sprzyjają takim pytaniom i refleksji. Uważam, że sprzyjają i to bardzo, ale proszę pamiętać, iż czas pielgrzymki to nie jest tylko przez Ciebie wyłącznie do zagospodarowania. Dla kogoś, kto najbardziej lubi w ciszy obcować z Bogiem to nie ma na pielgrzymce takiego czasu. To nie ten styl. Nie ma takiego stylu indywidualnego w zupełności obcowania z Bogiem. Jestem świadomy tego,  że są tacy ludzie, którzy wyjeżdżają w takie miejsca ciche, choćby do lasu czy do jakiejś kaplicy aby pobyć samemu. Nie było tu takiego tylko czasu ciszy. Pielgrzymka to rozważanie w sercu, to refleksja również w sercu ale przeżyta we wspólnocie. Zgodzę się z księdzem kapelanem, że konferencje sprzyjały wszelakim refleksjom.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Pielgrzymowaliście z żołnierzami z obcych armii. Czy są to ludzie poszukujący Boga? I jak oni sami podsumowali udział w pielgrzymce?

ppor. Karol Cierpica

- Nie mam na temat w zupełności wypracowanej odpowiedzi i osądu ich wewnętrznego nastawienia. Rozmawiałem na pielgrzymce z kolegą, z żołnierzem z innej jednostki, który specjalnie prowadził z obcokrajowcami konwersacje pod kątem wywiadu i stwierdził, że rzeczywiście w odróżnieniu od naszych żołnierzy oni bardziej stanowią grupę tzw. „ludzi poszukujących Boga” - choć nie wszyscy w zupełności, ale większość. Natomiast co ciekawe, gdy podsumowali w Częstochowie swój udział w pielgrzymce, to zwrócili uwagę, że jest to wspaniała sprawa i niespotykana w takim wymiarze w ich krajach. Niemcy zwracali chociażby uwagę na to samy co my, a więc podobny fakt który robił na nas wrażenie w postaci ludzkiej życzliwości a zwłaszcza w kontekście tych kibiców pielgrzymowania i byli pod tym kątem pod wrażeniem. Dopowiadali, że „tutaj, u was, jest naprawdę duża siła wiary”. Trzeba na pewno podkreślić, że maszerowali równo. Najbardziej uaktywniali się Słowacy i Litwini, którzy modlili się dość często i czytali swoje pielgrzymkowe intencje.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Odczuliście Panowie poprzez pielgrzymowanie w grupie wojskowej niecodzienny wymiar wspólnoty żołnierskiej. Jakie wiążecie z tym refleksje?

ppor. Karol Cierpica

- Gdy patrzyłem wieczorem ze swojego namiotu na to duże wojskowe obozowisko to przychodził  mi na myśl obraz, że to jeden z kolejnych poligonów w życiu – bo tak to wyglądało z zewnątrz. Natomiast atmosfera?  - już niepoligonowa. Zwroty: Bracie – Siostro. Rozmowy trochę inne. Zdecydowanie inne. Ludzie zdecydowanie potrzebują takich sytuacji i takich miejsc ale i są też tacy którzy nie wiedzą, że wspólnota pielgrzymkowa może być tak wspaniała.

mł. chor. Władysław Starzec
- To było niesamowite, że wiele ludzi  otworzyło się, stało się sobie bliższymi. W namiotach rozmawialiśmy o swoich intencjach. Czuło się wspólnotę. Człowiek odkrywa, że nie jest sam ze swoimi problemami. Bywa że Bóg Maryja zabiorą problem ale i zdarza się, że jest on nadal, ale w doświadczeniu wspólnoty, a zwłaszcza tej pielgrzymkowej jest zupełnie łatwiej go nieść czy unieść. Ważne dla podkreślenia wspólnoty jest, że nie miało się obawy o swoje prywatne rzeczy, choćby o dobry telefon. Można było wszystko zostawić, czy to portfel, telefon, coś wartościowego i nie było obawy, że coś zginie. Mogłem się iść myć i zostawić pieniądze w otwartym namiocie w sposób widoczny i nic nie zginęło i nie znam sytuacji aby coś komuś przykrego się w tym aspekcie przydarzyło. Często ktoś coś pozostawił, zapomniał i to wracało do niego. Znaleziono i ogłoszono, że to i to znaleziono. Bywało, że właściciel zagubionej czy pozostawionej rzeczy nie zdążył się zorientować, że nie ma wszystkiego we własnym ekwipunku a już obwieszczano informację o odnalezionym przedmiocie. I tak powinno być. Tam tak było w tamtym „świecie” wspólnoty i tacy też powinniśmy być po powrocie. W warunkach poligonowych gdybym zostawił telefon podłączony do sieci w miejscu publicznym celem naładowania baterii, lub tak po prostu w namiocie – to wówczas cały czas myślałbym o nim. Nie mówię, że z pewnością mógłby mi zginąć ale miałbym po prostu obawę. Podkreślam, nie twierdzę, że nie byłoby tego telefonu lub innego przedmiotu, ale inna byłaby świadomość. Idąc po raz pierwszy na pielgrzymkę byłem pod tym kątem niesamowicie zaskoczony.

ppor. Karol Cierpica
- Mam dosłownie takie same doświadczenie. Uważam, że ten „świat” pielgrzymki był o wiele lepszy od tego zastanego po pielgrzymce. Mówię to również w kontekście zachęty do udziału w pielgrzymowaniu. Wydarzenie pielgrzymkowe obserwowałem jak każdy kolejny poligon pod kątem organizacji również. Atmosfera poniekąd jak poligonowa, zewnętrznie. Namioty, a wszyscy w mundurach, marsz – jak na poligonie, z tym, że całkowicie inne odczucia, inni ludzie, a więc lepsi ludzie, rozmowy o Bogu, ludzie nie wstydzą się mówić o Bogu. Podkreślę, że jeszcze miesiąc wcześniej jestem na poligonie i słyszę inne rozmowy, inne słownictwo …, czasem tematy niepotrzebne, milion innych spraw, nie ma miejsca dla Boga. A teraz jestem na pielgrzymce, jestem w mundurze i jest to o dziwo inny świat i każdego do tego świata bym zaprosił i zachęcam aby na pielgrzymkę się wybrać czy na taką czy podobną, na tego typu rekolekcje. Sam będę do tamtego świata chciał wracać. Na pielgrzymce innych opowiadałem, że nie chcę tego świata opuszczać gdy przyjdzie spotkać się z zakończeniem i wejściem w ten świat zewnętrzny. Tak czułem, gdyż tam w tym lepszym świecie czułem się wspaniale, bezpieczniej, czułem się lepiej z tym akcentem poszanowania drugiego, z tym kontaktem „Bracie – Siostro”. Niżsi stopniem żołnierze mówili do mnie „Bracie”, a nawet major czy kapitan również …, oni do mnie „Bracie”, ja mówiłem „Bracie”. To jest niesamowicie fajne.

mł. chor. Władysław Starzec
- Szczególnie jest to ważne podkreślenia. Ta formuła zwrotów była niesamowitym przeżyciem, tym bardziej, że nigdy nie byliśmy na pielgrzymce. Pułkownik mówi do mnie: „Bracie podaj mi wodę” - a ja byłem pierwszego dnia zaskoczony. Niesamowita kultura ludzi o różnych stopniach.

ppor. Karol Cierpica
- Chciałoby się taką pielgrzymkową atmosferę przeciągnąć do normalnego wojskowego życia. Tam jest fajnie, tam jest lepiej. Nie ma kłamstw, nie ma złodziejstw, jest szczerość, jest zaufanie, jest rozmowa o Bogu – po prostu jak za dziada – pradziada, kiedy ta Polska szczególnie była przesiąknięta Bogiem i umiłowaniem tego co na sztandarze: Bóg – Honor – Ojczyzna. Zauważyłem, już w pewnej instytucji wojskowej, że nie ma Boga na sztandarze. Jeśli nie ma Boga – nie ma Honoru i Ojczyzny. Ja już to dzisiaj zauważam. Mówię to z perspektywy swojego 20. letniego wojskowego stażu i doświadczenia na różnych szczeblach i w różnych środowiskach, obserwuje transformację wojska. Pytam – wyrzuciliście Boga, a mówicie o Honorze i o Ojczyźnie? - Nie ma, nie ma wtedy i Honoru i Ojczyzny i mogę na to podać milion przykładów. Nie boję się tego stwierdzić. Ubolewam nad tym bardzo, że czasem neguje się te pryncypia służby. Wierzę, że jest duża i silna część żołnierzy, która chciałaby tak żyć zgodnie z tym co na sztandarze. Żyć i służyć tak, aby kierować się i tym Honorem i Ojczyzną, ale żeby na początku też był Bóg. Zauważyłem to nie tylko na pielgrzymce, zauważyłem, że jest sporo ludzi chcących tak żyć. Wiem, istnieją żołnierze chcący tak żyć, dla których wartości, które towarzyszą w tej Europie u podstaw chrześcijańskiej kultury – są im bliskie. Nie można oczywiście podsumowując mówić, że dzisiaj wszyscy poszliśmy w złym kierunku w wojsku. Nie jest źle. Dzisiaj zrobiłbym wszystko, żeby zachęcać ludzi, tych którzy się wahają brać udział w Mszy św., w uroczystościach wojskowych o charakterze religijnym, w pielgrzymce, w rekolekcjach. Oczywiście tych, którzy się wahają. Mówię: wrócisz odmieniony, mówię bezosobowo do każdego właśnie, który się waha. Do was kapelani mam prośbę, walczcie o to, powtarzajcie i zachęcajcie do tych form pobożności. To wielka rola i was kapelanów i nawet dowódców. Trzeba o tym mówić. O wyborach mówi się na każdym kroku, że to ważna rzecz. Wszędzie się o tym przypomina, dąży się do tego aby była frekwencja, a o takich sprawach mało się mówi, mimo że powiewa sztandar … Bóg – Honor – Ojczyzna. Tak? Dzisiaj po 20. latach miałem możliwość pójść na pielgrzymkę i chwała memu dowódcy batalionu pułkownikowi Grzegorzowi Pradlowi, ale i również dowódcy brygady generałowi Adamowi Joksowi za zaangażowanie. Naprawdę chwała, że mi to umożliwił. Wszystkim, którzy przyczynili się do tego przedsięwzięcia, dołożyli cegiełkę – składam wyrazy szacunku. Trzeba wielu ludziom coś takiego umożliwić, ale jednocześnie aby też ktoś to wykonał to jest to praca wielu ludzi. Potrzeba punktu zapalnego. Potrzeba pracy i kapelanów i dowódców, w ogóle Ordynariatu Polowego, wielu ludzi aby jak najwięcej żołnierzy zaprosić na taką wyprawę typu pielgrzymka.


Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Panowie na pielgrzymkę wyruszyliście po raz pierwszy. Jesteście żołnierzami 6. batalionu logistycznego. Czy byliście zaskoczeni w jakimś sensie organizacją pielgrzymki w znaczeniu logistyki?

ppor. Karol Cierpica

- Muszę o tym rzeczywiście powiedzieć. Dobrze, że to pytanie padło, jako przypomnienie tego co jest również dla mnie miłym wspomnieniem po pielgrzymkowym. Wrażenie wojskowe po wojskowej pielgrzymce. Dwadzieścia lat jestem w Wojsku Polskim. Bywałem na wszelakich treningach sztabowych, kursy, szkolenia poligonowe. Zabezpieczenie pielgrzymki przez brygadę logistyczną było niesamowite. Nie widziałem takiego zabezpieczenia – oczywiście dla tak wielkiej ilości osób. Perfekcyjnie wszystko zagrało dla tak wielkiej ilości osób. Przychodziliśmy na obozowisko po całodniowym trudzie, a obóz rozbity, był, jakby stałby tu z miesiąc. Łaźnie, wszędzie ciepła woda, stołóweczka, kolacyjka już się wydawała, łazienki czyste i wyposażone skończywszy na deficytowym czasem, jak się okazuje w innych miejscach, papierze toaletowym. I tak było przez 10 dni i nie było momentu, że coś nie zagrało. Dzisiaj uścisnąłbym każdemu logistykowi z pielgrzymki dłoń i powiedziałbym: „zrobiłeś naprawdę chłopie dobrą robotę”. Naprawdę.

mł. chor. Władysław Starzec
- Gdyby trzeba było wyrazić ocenę logistyki pielgrzymkowej w skali 1 – 5, to było to wszystko na ocenę 10.

ppor. Karol Cierpica
- Nic tym żołnierzom nie jestem w stanie zarzucić. Bywało, że dziękowano codziennie logistykom. Mógłby ktoś się buntować, że przedłużane są ogłoszenia w kościele na Mszy świętej, podziękowania nieustanne, i po co dziękować w końcu był to ich obowiązek. - Pewnie, że był to ich obowiązek, bo ktoś żołnierzowi postawił rozkaz. A ja dopowiadam: ale jak się wywiązał z tego obowiązku (?). Nie można myśleć, że nie należy się nikomu podziękowanie za wykonanie zadania, który był rozkazem. Rozkaz. Wypełnić można rozkaz, ale pytanie: „jak go wypełniłeś (?)”. Wiecie, my wszyscy pracujemy, służymy. Może ktoś żyje tak na zasadzie: … a może się uda, …. czy się leży.....,  natomiast oni –  logistycy, wykonali swoje zadanie perfekcyjnie. Każdemu z osobna tym chłopakom należałoby podziękować, tym co byli na służbie. Zrobili dobrą robotę. Rewelacja.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Oglądałem wasze wkraczanie na Jasną Górę. Szczególny jest ten moment maszerowania poprzez Aleje, a i samo wejście na Jasna Górę. Składanie wieńców i modlitwa przy pomniku bł. ks. Jerzego Popiełuszki, przy pomniku Nieznanego Żołnierza tuż przed wałami. Wszystko takie dumne i napełniające wzruszeniem. Kompania pod karabinami z 6 Brygady Powietrznodesantowej, akurat z 6. batalionu dowodzenia, orkiestra Garnizonu Kraków w bordowych beretach, hymn narodowy. Co czuliście jako żołnierze – pielgrzymi zwłaszcza wkraczając pod mury jasnogórskie jako żołnierze? I jakie towarzyszyły Wam odczucia oraz emocje na trasie, związane z utożsamianiem się z grupą wojskową?

ppor. Karol Cierpica

- Dla kogoś, kto traktuje Częstochowę, Pani Jasnogórską, błonia i sam klasztor jako wartości też wyjątkowe, duchowe w Polsce i to centrum kultu maryi – to czuć musi się w tym czasie wejścia szczególnie. Ja osobiście zawsze się tam czuję wyjątkowo. Wchodząc na jasnogórskie błonia w towarzystwie  - w składzie tej wojskowej grupy to miałem ciarki na rękach. Tam nie było takiego już stylu  kibiców jak w innych miejscowościach. Byli kibice, owszem ale w innym wymiarze. My byliśmy u mety – proszę zwrócić uwagę. Tam byli głównie inni pielgrzymi z różnych miast Polski i to oni nam machali i to oni nas oblegali. Proszę zwrócić uwagę, że zdarzają się takie gesty witania i pozdrawiania wzajemnie grup pielgrzymkowych. Natomiast w stosunku do Wojska, czego doświadczyłem i co również się dowiedziałem, jest szczególna sympatia, szczególny odzew przyjazny społeczeństwa tam na Jasnej Górze. Sami przeżyli trud, a na nas patrzyli z podziwem, może dlatego, że to dla nich jest dotknięcie jakby ewangelii żywej, świadectwa. Byliśmy świadkami, ludźmi, którzy z pozoru są szorstcy. Cieszyli się zapewne, że my też dajemy świadectwo. I skoro tak nas pozdrawiali i płakali – to pewnie dlatego, że to świadectwo jest dzisiaj pożądane. I te słowa innych: „o wojsko, jak super, cieszymy się” - to było niesamowite, wrażenia nie do opisania. Podobnie niesamowicie było gdy speaker z wału jasnogórskich witał naszą grupę – to jest nie do opisania, przeżywasz to jakbyś stawał na podium. Czuło się wtedy też przynależność do swojej jednostki. Mieliśmy dwa banery. Czuliśmy się jak przy sztandarze. Niesamowite doświadczenie utożsamienia. Idę na pielgrzymkę powiedzmy jako NN ale cieszę się, że reprezentuje ten swój związek taktyczny. Idziesz ze spadochronem. Reprezentujesz. Dzięki Bogu miałem w życiu takie okazje – kiedy reprezentowałem Wojsko Polskie za granicą, chociażby w Stanach Zjednoczonych. Tam pod Janą Górą towarzyszyły mi tego właśnie typu uczucia. Naprawdę. Jesteś dumny z tego, ze jesteś żołnierzem i dumny z tego, iż reprezentujesz Armię Pana – tak jak śpiewaliśmy w piosence „to idzie Armia Pana”. Masz sztandar. Reprezentujesz Honor i Ojczyznę, ale tam się czułem jakbym reprezentował to hasło i zadanie i wartość czyli Bóg.

mł. chor. Władysław Starzec- Częstochowa jest to specyficzne miejsce. Czuje się przez całą pielgrzymkę, że jesteś pielgrzymem ale żołnierzem, żołnierzem w mundurze i swoim zachowaniem reprezentujesz swoją jednostkę, całe wojsko ale i tez reprezentujesz Armię Pana. Widać było to podejście miłe też do nas przez innych pielgrzymów. Nie wiem jak było 30 – 40 lat temu, jakie było podejście do wojska, ale widać dzisiaj, że stosunek do nas żołnierzy ze strony ludzi jest bardzo pozytywny. W Częstochowie emocje wiadomo są dużo większe od tych które były na szlaku, nie mniej jednak emocje w czasie marszu były spore. Przechodząc przez zamieszkałe odcinki czuło się ciepłe spojrzenia i widać było łzy radości, machanie chusteczkami, bukietami kwiatów. Wchodząc do miejscowości często śpiewaliśmy już nie tyle piosenki pielgrzymkowe religijne ile wojskowe i patriotyczne. Przy tym śpiewie mimo zmęczenia ogromnego dostawaliśmy sił i cieszyliśmy się że w ten sposób robimy tez życzliwy gest w stosunku do tych, którzy nas witają albo pozdrawiają tylko. Niejednokrotnie ci ludzie śpiewali z nami, bo być może na co dzień nie mają takich powodów aby wracać do naszych tradycyjnych wojskowych śpiewów. Kto z żołnierzy nie domagał śpiewem mógł douczyć się ze śpiewnika wojskowego, który każdy z nas miał.

ppor. Karol Cierpica
- To prawda, że to niesamowite odczucie. Wojskowa pielgrzymka i wojskowe piosenki. Wojskowe i patriotyczne śpiewy ludziom się podobały bardzo! Ludzie miło zaskoczeni, bo religijnych piosenek mogą sobie posłuchać w innych grupach pielgrzymkowych. Pamiętam ten czas i kolega pamięta, że wojsko bardziej śpiewało aniżeli dzisiaj. Nie ma śpiewu albo jest go bardzo mało. Maszerowaliśmy na poligon czy to jechało się gdzieś, czy przychodząc na plac ćwiczeń przy jednostce, czy na plac apelowy – zawsze się śpiewało. Dzisiaj tego brakuje. A szczególnie jest ważny ten śpiew na zewnątrz, ta kultura ducha, kultura wspólnoty i przynależności, tożsamość. Ważne jest jak społeczeństwo to też odbiera, ale jak wchodziliśmy do jakiejś wioski ze śpiewem „Przybyli Ułani pod okienko” - to łzy po polikach u ludzi. To buduje. To cieszy i nas i ich kibiców. Takiej armii właśnie chcesz w społeczeństwie, silnej, zintegrowanej. Widzisz, że tu wojsko śpiewa z pełnej piersi, jest zwarte w swym też duchu, a nie tylko wyglądzie. Takiej chcesz też armii.

mł. chor. Władysław Starzec
- Kolega wspomniał o emocjach. Ja do nich nawiąże ale w kontekście mojej również decyzji o wyruszeniu na pielgrzymkę. Otóż, dwa lata temu, gdy z innymi przedstawicielami żołnierzy, z księdzem kapelanem tutaj obecnym oraz z dowódcą gen. Joksem dołączyliśmy w ostatnim dniu na „Przeprośnej Górce” do całego komponentu wojskowego pielgrzymki, aby choć przejść ten ostatni etap, to uświadomiłem sobie, że to jest interesujące. O! Pielgrzymka wojskowa i taka niesamowita. Jakie nie do opisania emocje tutaj towarzyszą. I wtedy zobaczyłem masy ludzi, którzy nas witali. To dopiero były emocje. I wtedy wzbudziła się myśl, a może przejść tak cały odcinek? W zeszłym roku ten pomysł się nie ziścił. Nie udało się. I tak się złożyło, że kolega z innej części Krakowa z 6. batalionu dowodzenia zapytał w tym roku: „Władek idziemy na pielgrzymkę?”, a mi dwa razy w takich sprawach nie trzeba było powtarzać. Zebrałem ekipę. Wysłałem dodatkowo w sieci informację do wszystkich znajomych, że idziemy. Na rozprowadzeniu również było to powiedziane o pielgrzymce – ogłoszone. I tak się złożyło, że zebrało się nas pielgrzymów w tym batalionie czterech, a już teraz cicho myślę, że za rok uda się – jak Pan Bóg da - większej ilości żołnierzy wyruszyć. Sami przeszliśmy i teraz tymi pozytywnymi emocjami już teraz próbujemy każdego zachęcić. Proponuję wszystkim, a więc tym głęboko i bardziej wierzącym mówię, że to duchowe wielkie przeżycie, a tym mniej wierzącym mówię żeby zrobili sobie marsz kondycyjny a wtedy połączymy jedno i drugie.

Ks. por. Łukasz Józef Hubacz
- Pielgrzymka dla mnie to ….

ppor. Karol Cierpica
- Wspaniałe rekolekcje i niepowtarzalne, bardzo wspaniale przeżycie duchowe. A może inaczej, to jedno z największych przeżyć duchowych w moim życiu.

mł. chor. Władysław Starzec
- wydarzenie życia. Wiadomo, że w życiu jest wiele wydarzeń m.in. narodziny dziecka, ślub. Natomiast pielgrzymka to jedno z wydarzeń życia, które każdy czy w mundurze czy bez munduru powinien doświadczyć. Warto, aby też potem mieć możliwość się czymś takim po prostu dzielić, dzielić. Dlatego warto w siebie inwestować dopóki na sztandarze przed Honor i Ojczyzna jest jeszcze nasz Bóg.