Aktualności
POGRZEB PŁK TOMASZA SKRZYŃSKIEGO
26.06.2015
Pożegnanie ostatniego żołnierza Pułku Ułanów Karpackich

Tomasz Skrzyński – krakowianin, urodzony 19 września 1923 r., uczęszczał do słynnego I Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego.
Od samego początku okupacji niemieckiej zaangażował się w działalność konspiracyjną, a w 1940 r. zagrożony aresztowaniem, przez zieloną granicę przedostał się na Węgry, a potem do Libanu. Wstąpił do polskiej Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, stacjonującej w Syrii. Brał udział w obronie Tobruku. Potem zaś, gdy brygada weszła w skład II Korpusu gen. Andersa, walczył pod Monte Cassino, Anconą i Bolonią. Żołnierska przygoda połączyła go z dywizjonem rozpoznawczym, przekształconym w 1941 r. w Pułk Ułanów Karpackich, którego to żołnierze z dumą nosili na mundurze palemki nawiązujące do bliskowschodniego rodowodu jednostki. Czyny bojowe młodego oficera doceniono, dekorując go Krzyżem Walecznych.

Po wojnie wrócił do kraju. Ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował w Krakowie. Wraz z prof. Wojciechem Narębskim i Mieczysławem Herodem, to jeden z najaktywniejszych działaczy kombatanckich środowiska żołnierzy II Korpusu. Poprzez swoje świadectwo życia, dokonał wiele, aby przedstawić młodszym pokoleniom dzieje ich walki, szczególnie zaś swojego pułku macierzystego. Tomasz Skrzyński był ostatnim już żołnierzem Pułku Ułanów Karpackich, żyjącym na terenie Polski. Zaopatrzony przez kapelana sakramentami świętymi zmarł w szpitalu wojskowym 19 czerwca. Msza święta, podczas której modlono się w intencji zmarłego odbyła się w kościele garnizonowym św. Agnieszki pod przewodnictwem ks. por. Łukasz Józefa Hubacza. W uroczystościach pogrzebowych oprócz licznego duchowieństwa, generalicji, wziął udział min. Minister Jan Stanisław Ciechanowski - Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych RP oraz Senator Bogdan Klich – były Minister Obrony Narodowej, a także kombatanci a wśród nich przyjaciel zmarłego prof. Wojciech Narębski. Pan płk Tomasz Skrzyński został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie przy asyście wielu pocztów sztandarowych, orkiestr i kompanii honorowej oraz grup rekonstrukcji historycznej.
Przed śmiercią śp. Tomasz Skrzyński był odwiedzany przez kapelana por. Hubacza w szpitalu wojskowym w Krakowie. To była okazja aby nie tyle móc przygotować zmarłego do śmierci, ale również usłyszeć niesamowite świadectwo o wierze i o Miłosierdziu Bożym z ust śp. płk Tomasza. Nie bez przyczyny więc te jego ostatnie chwile życia jak i jego historie wojenne zostały zrelacjonowane jak dziennikarski wywiad (w których niejednokrotnie występował zmarły) w homilii pogrzebowej wygłoszonej przez ks. por. Łukasza Józefa Hubacza, a której tekst zamieszczony jest poniżej.

(Homilia pogrzebowa – ks. por. Łukasz Józef Hubacz)
Niejeden wywiad, setki słów, wiele fotografii, dziesiątki spotkań, ciekawe wystąpienia, udane wyjazdy, niezliczone rocznice bitew poza granicami naszego kraju, wzruszające opowieści i wspomnienia. To wszystko każdy z nas może sprawdzić i potwierdzić, odczytać i wspomnieć i Jego i Monte Cassino, Anconę, Bolonię, Tobruk. To już za nami. Każdy może dziś wrócić do tych osobistych rozmów w ogólnodostępnych środkach przekazu, do tych  wywiadów i relacji traktujących o Jego udziale to tu to tam. Zapewne były to przepiękne z humorem i z pałającym sercem spotkania i wywiady, które i ja jakoś dotknąłem jak większość z was. Ale dziś pora Panie Tomaszu na przypomnienie a raczej zaprezentowanie Twojej wewnętrznej drogi i przede wszystkim przekazanie i potwierdzenie przed publicznością Twojego ostatniego w życiu świadomego wywiadu i nie tyle ze mną w 5. szpitalu wojskowym w Krakowie, ile  co z Tą, która i dziś z ciemną twarzą spogląda na Ciebie znad grobu generała Hallera, który jak mówią wspomnienia – szczególnie Ją sobie wybrał i szczerze ukochał jak ziemską Matkę.

Matka Boska nasza, ta Częstochowska, przeprowadzała wywiad, naprawdę nie kłamię. Jakie pytania stawiała, wybaczcie nie powiem, ale część wypowiedzi Jego tych ostatnich wywiadów dziennikarskich pozwolę sobie Wam przekazać. Zaczynamy wywiad, już nie wojenny ale duchowy – ten  - zupełnie najistotniejszy. Wywiad - tłem szpitalne prześcieradło, naświetleniem szpitalne duże okna, łączem jedynie poligonowa stuła, a retuszem – spowiedź z całego życia i na całkowite pozbycie się cieni Komunia święta a nade wszystko sakrament namaszczenia chorych, któremu z radością się poddał i jakby za Brendanem chciał powiedzieć: Amen – amen dzięki Ci Panie Boże, że ten ostatni akord mojego życia może brzmieć tak czysto i pięknie. Tak umierają Ci którzy liczą się z celem swojego życia, cieszą się jak żeglarze dopływający do portu, jak robotnicy u kresu dnia i w dniu zapłaty za pracę, jak żołnierze z pokoju i po zwycięstwie, jak Ci którzy otrzymują krzyż walecznych i Ci, którym mogły zakwitnąć czerwone maki a nie zakwitły, choćby tam na Monte Cassino, tak umierają Ci, którzy cieszą się z pełną pokory świadomością – jak Ci, którzy za pracę społeczną słowem i  postawę, za osobowość i chęć trwania przy historii otrzymują nie tylko Pro memoria ale i Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.
Szanowni Państwo od teraz Wywiad z Tomaszem Skrzyńskim: „Dzień dobry księże poruczniku. Dziękuje, że mam łaskę od Boga spotkać kapłana, modliłem się o szczęśliwą całe życie śmierć – pojednany z Bogiem i ludźmi. Dziękuję, że Bóg stawia mi na tej mojej wąskiej ścieżce człowieka munduru, kapłana i takiego, którego znam w środowisku kombatanckim. Dziś modliłem się do Boga o szczęśliwą śmierć i o to, abym mógł się spotkać z Jego miłosierdziem.
Przekonałem się niejednokrotnie, że Bóg jest miłosierny. W sumie ludzie nie dożywają tego wieku. Dziwi mnie to, że ludzie żyją w innym świecie –  sadząc że żyje się po ziemsku wiecznie – odwiedzają mnie przyjaciele i znajomi – a ja będąc w pełni świadomy nie rozumiem ich – odchodząc i żegnając mnie mówią: szybkiego powrotu do zdrowia, do zobaczenia jak wyjdziesz ze szpitala. Dziwię się im, a ja wiem, że umrę a jednocześnie dziękuję Bogu, że jestem tego świadomy, że to moje życie nie jest niespodziewanie w momencie nieprzygotowania przerwane jak cięcie pocisku karabinowego. Jestem przekonany, że Bóg jest miłosierny – skoro człowieka stworzył, to i go zapewne chce z tej siatki przeróżnych przeciwności wyrwać – w tym i z tej siatki cierpienia i choroby. Wyrwać, co nie znaczy uzdrowić, ale wziąć co swoje do siebie.
Różna to moja była droga do Boga, ale starałem się iść nie po łatwiźnie, po otwartości autostrad ale ciasną – wąską drogą wymagań i to w pierwszym rzędzie wymagań od siebie. Cieszę się i że na tej kurczącej się  drodze mogę spotkać człowieka – kapłana – sekretarza Bożego Miłosierdzia, kapelana.
Dziękuję za rozgrzeszenie. W boju – jako dowódca plutonu – miałem niejednokrotnie absolucję warunkową – i zawsze ochoczo i z radością się jej poddawałem. Dziękuję, dziś moja droga stała się całkiem wąska bo i wąska jest brama”.
 I sporo więcej słów padło, ale cenzura dziennikarska, klauzura dochowania tajemnicy spowiedzi nie pozwala dokończyć publicznie wywiadu.
Panie Tomaszu – masz i miałeś rację – zwłaszcza w kontekście dzisiejszej Ewangelii – „Wchodźcie przez ciasną bramę – bo szeroka jest brama i ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich którzy ją znajdują”.
- Mam nadzieję Panie Tomaszu, że byłeś przedstawicielem w życiu duchowym tej ostatniej drogi i wąskiej bramy i należysz do tego nielicznego grona – którzy ją znaleźli. Choć i prawdą jest to, że w życiu wojennym, w boju, w walce znalazłeś i przekroczyłeś też ciekawą i wąską bramę, którą zbadałeś, oceniłeś i wskazałeś innym... a mianowicie – jak sam opowiadałeś, że to ułani karpaccy pierwsi wjechali do Ankony. Mówiłeś wtedy: „Pamiętam ten moment: – 18 lipca pułk rozpoczął działania od zdobycia Camerano. Szwadron szedł w szpicy dwoma plutonami pod dowództwem Stanisława Mieszkowskiego i Gleba Krugłowskiego. Przy czym ten drugi szedł bardziej w głębi lądu, a my – prosto na Ankonę. Podporucznik Skrzyński dokładnie odtwarza chwile przybycia do miasta: – Zobaczyłem mur, a w nim bramę przypominającą tę Floriańską z Krakowa. Następnie potwierdziłem temu dowódcy Mieszkowskiemu, że pancerny, ciężki wóz, którym on się poruszał, zmieści się w tej bramie. Przejechałem przez nią i wjechałem w ulicę prowadzącą w dół, i minąłem bramę św. Stefana! Włosi uznają, że w tym dniu to ja byłem pierwszym polskim żołnierzem w ich mieście. Przed wejściem na bramie umieścili tablicę upamiętniającą to wydarzenie”. Skrzyński dodaje, że kolejna tablica pojawiła się w 2004 r. po drugiej stronie bramy, gdzie znajduje się placyk noszący nazwę 2. Korpusu Polskiego. Również ulica św. Stefana, po której wjeżdżał Tomasz Skrzyński do Ankony, przez wiele lat nosiła nazwę Pułku Ułanów Karpackich. I dodaje, że w Ankonie, również taj jak w innych miastach, do których wkraczali Polacy dowodzeni przez gen. Andersa, byli witani jako wyzwoliciele.
Ciasna brama i nieliczni. A co z wywiadem z Czarną Madonną? No sądzę, że ten właściwy i ostateczny i przez nikogo nie nagrywany wywiad - przeszedł o wiele łatwiej – choć pewnie był dłuższy od każdego innego. Po przyjęciu wszelkich duchowych retuszy – wręczyłem mu obrazek z Tą naszą – czyli Częstochowską i opatrzyłem z tyłu obrazka zapisem  atramentem czarnego pióra na pamiątkę tego co się wydarzyło – że Tomasz Skrzyński za moim pośrednictwem spotkał się z Bożym miłosierdziem – w kilku sakramentach. Zatrzymał ten wręcz obraz jak ryngraf jak obraz  w który się wpatruje jak w zestaw monitorów w czasie wywiadu w studio – widząc to, co się dzieje w trakcie transmisji. To wywiad o śmierci i o miłosierdziu – w którym to nikt z nas nie chce jeszcze zapewne występować.
Kiedy na drugi dzień odwiedziłem Go, to potwierdzam, że wywiad zapewne trwał. I kilka dni później wywiad w szpitalu, też trwał, ale powtarzam, że nie ze mną – a z Tą, która spogląda również z tych brązowych ram w tym garnizonowym – bliskim mu kościele. Na piersi oprócz komórki ściskanej w żelaznym uścisku – a która była przymocowana do tzw, smyczy na której były m.in. napisy Ankona – Loretto, był jak język karabinowego spustu z telefonem gładzony ten obraz – z Czarną tzn. z naszą Madonna – wiemy – z Jasnogórską. Gdy chciałem przejąć obrazek celem dokonania osobistego dopisu – z niesmakiem mi go wręczył – dlaczego ? – bo w końcu wywiad trwał, wywiad przez niego w końcu chciany ... dobry wywiad o wyproszenie u Boga Miłosiernego – dogodnego wyrwania z „siatki”.
Wierzyłeś Tomaszu w takie wywiady – z Tą Bożą Matką, co teraz udowadniam, cytując jedne z Twoich wypowiedzi sprzed kilku lat – czyli podtytuł: świetny plan. I już teraz podziwiam Cię że miałeś kiedyś odwagę w czasie walk wypowiedzieć to ostatnie zdanie, które zostało ujęte na końcu tego wywiadu: „Miałem sprawdzić, jak wygląda most na rzece Musone, którą trzeba było się przeprawić – wspomina jedno z osobistych wydarzeń sprzed 70 lat Tomasz Skrzyński. – Zdecydowałem, że podejdę bliżej, aby zobaczyć, w jakim stanie jest most. Okazało się, że on płonie. Chciałem jeszcze znaleźć miejsce, w którym moglibyśmy sforsować rzekę. Powoli się wycofywałem, a kierowca samochodu zaczął podjeżdżać w moim kierunku. I wtedy coś mną rzuciło o ziemię. Równocześnie usłyszałem świst pocisku. Okazało się, że lornetkując teren, sprowokowałem atak wroga. Zaczęli walić po drodze i po polu kukurydzy. Gdy samochód podjechał, złapałem się siatki maskowniczej, którą był okryty, i tak trzymając się jej, opuszczałem niebezpieczny teren. Wtedy siatka zaczęła się palić. Wskoczyłem do samochodu. Zwiadowca czyli pan Tomasz dodaje, że gdy dołączył do plutonu, wielu nie wierzyło w jego ocalenie.– Nie mogłem powiedzieć ani słowa – wspomina. – W końcu wypiłem jednym haustem dużo wina, a potem wskazałem na bazylikę loretańską i powiedziałem: „Moja matka modliła się za mnie do Matki Boskiej Loretańskiej. Jej modlitwa mnie ocaliła!”. I dalej w innym miejscu mówił: „28 maja 1940 r. zeszliśmy z linii. Odtrąbiono zwycięstwo! Poszliśmy do kościoła, gdzie uczestniczyliśmy w Mszy św. dziękczynnej”.
I kiedy prosiłem Tomasza – wytrzymać tydzień! Jak rozkaz przetrwania nawały ogniowej! Zameldował – „dam radę – w porządku – wytrzymam, zaczekam na kapelana – i zaczekał” – choć dodał: „ale proszę pamiętać, że modliłem się już o śmierć”.
 No właśnie zawsze żart i hart ducha- tyle razy w końcu i tu przy tym samym fizycznie mikrofonie zabierał głos w tym kościele – żart i właśnie życiowa skromność, żart taki sam gdy występował publicznie choćby wobec żołnierzy odwiedzając na zaproszenie jednostki. Wywołany do zabrania głosu – spoglądał – na mundurowe twarze i min. mówił – „co myślicie, że wyszedł stary i będzie długo męczył i smucił ...”.
 I faktycznie mówiłeś krócej aniżeli ja dziś o Tobie. I dalej -  podpytywany przez żołnierza w jednej z jednostek, że m. in. go podziwia, że tyle przeżył – a On ucinał żartem …  „ja tylko donosiłem amunicję. Nic takiego szczególnego nie robiłem, tylko to co, wynikało z moich obowiązków służbowych i rozkazów”.
Sam w szpitalu wspominał w kontekście poleceń i rozkazów: „nie zabraniałem się przed atakiem - przed akcją modlić się swoim podwładnym, ale zaznaczałem, że też trzeba i zakończyć modlitwę, aby mieć czas na skupienie, które będzie decydujące, skupienie, które pozwoli wziąć odpowiedzialność jeden za drugiego, skupienie pozbawione euforii, aby każdy będąc odpowiedzialnym jeden za drugiego mógł ocalić życie swoje i życie drugiego”. I dopowiadał tak jak w innych wywiadach: „Poza tym pilnowało się, żeby człowieka nie ustrzelili. Bo to nie sztuka zginąć na wojnie”.

Kończąc szanowni Państwo jedynie podpowiadam, że świętość do której wzywa i Chrystus i Kościół w ewangelicznej przypowieści o wąskiej drodze i ciasnej bramie,  nie polega na dokonaniu rzeczy heroicznych, nadzwyczajnych czy wręcz niemożliwych. Rób po prostu to, co do ciebie należy i bądź w tym uczciwy. Zwróć uwagę na zwykłą ludzką wrażliwość i uczciwość opartą na właściwej ludzkiej sprawiedliwości, czyli oddaniu każdemu tego, co się mu należy.
Nic nadzwyczajnego?! Właśnie! Nic nadzwyczajnego!? a jednak…

Okazuje się, że ten standard normalności jest niesamowicie trudno zachować. Sami wiemy, jak trudno wypełniać dziś swoje obowiązki jeśli one nie są moimi pomysłami na życie: przecież ja wiem lepiej jakie są priorytety działania, co jest ważniejsze i bardziej potrzebne, jaki kierunek działania obrać. Może to właśnie zwykła uczciwość i wierne wypełnianie obowiązków są dziś największym naszym problemem? Może właśnie ich brak nie pozwala mi być świętym. W świętości przecież również nie chodzi o jakiś nadzwyczajny heroizm, ale o normalność właśnie. I takiej normalności uczył wielu śp. Tomasz Skrzyński – podporucznik z nominacji montecassinowskiej. Z pełną świadomością można zapytać – co więc robić?  - a wyjaśniło nam to już chwilę temu I czytanie „nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie – a więc: żyjmy dla innych. A jak żyć? A na miarę swojej sytuacji, doświadczeń i swoich możliwości. Szczerze, naturalnie, bez obłudy, bałwochwalstwa i maniery.
Dążymy do świętości naśladując innych - Więc wołamy do Ciebie Boże w tym dniu pełnym żałoby: „I zwyciężymy, gdy zwycięstwo dasz nam Panie. Przyjmiemy klęskę – jeśli taka Twoja wola. Tylko daj w godzinie próby nam wytrwanie. Gdy upadniemy – zawsze pozwól powstać z kolan”
Panie Tomaszu! Należałeś do tych o których z sentymentem i mi bliską wrażliwością śpiewa bardzo ogólnie Lech Makowiecki w piosence „quo vadis Polonia?”. Należałeś do ludzi stali, których co raz mniej i mniej w utworze powyższego autora, który całkiem realnie pozostawia wiele do myślenia – zwłaszcza tym którzy noszą mundur i mam nadzieję nie zakładają i nie ściągają go jak kuchenny fartuch gdy wybija godzina 15.30 po służbie Makowiecki potwierdza, że byli tacy jak Ty hartowani, a więc cytuję te pełne melodii zdania: „ było ich wielu ludzi ze stali. Nie mógł ich złamać Hitler ni Stalin. Została garstka – zresztą sam zobacz – śmieszne berety – znicze na grobach. Czasami grzebią w śmietnikach nocą – żyć jakoś trzeba – a nie ma za co. Za słabi żeby światu urągać – za dumni żeby rękę wyciągać”
I dalej z małą przerwą w tym miejscu z konieczności z oczywistych względów opatrzoną przeze mnie cenzurą śpiewa Makowiecki: „historia uczy lecz nie każdego – bawmy się bawmy do upadłego – wszystko już było – świat się nie zmienia ... zegar odlicza czas do spełnienia – zaskoczy kiedyś mózgi wyprane – krzyk ponad miastem – salwa nad ranem. Oni walczyli za kraj w potrzebie – kto ich zastąpi – nie wiem – ja nie wiem”.
Tomaszu – kto Cie zastąpi? Nie wiem!  – Ja też nie wiem.
Panie Tomaszu jesteś ważny – mimo że nie mówisz, jesteś ważny czego dowodem jest z pełną powagą to wypowiadam – obecność Pana Ministra dr Jana Stanisława Ciechanowskiego i innych życzliwych Ci ludzi .... . Jesteś ważny choć nic nie mówisz. Jesteś ważny bo jako kapral podchorąży dowodziłeś plutonem ckm-ów w 1 szwadronie Pułku Ułanów Karpackich – a dziś potwierdzają te ważność karabiny Beryle inne, bo polskie ale nadal blisko Ciebie karabiny – jako dowódcy, który idzie wąską drogą i przejeżdżasz  przez ciasną bramę, która jeszcze przed nami (…).
Śp. Tomaszu – kiedy Chrystus rozpozna już wartość Twojej służby stań się dla nas wzorcem nieugiętości, samozaparcia, nauczycielem mówienia „nie” gdy wszyscy mówią „tak”, orędownikiem dla najbliższych! Żyj z Bogiem w wiecznym pokoju w niebieskiej Ojczyźnie na Niebiańskiej Warcie, bądź orędownikiem tych ludzkich wynikających ze służby spraw, abyśmy nigdy nie tracili nadziei, że miłość ludzka i służba stoi  na straży naszych losów. Wejdź dzięki naszej modlitwie przez ostatnią wąską bramę, wejdź na Niebiańską wartę u  Miłosiernego Boga,  do którego chcemy wołać: „Daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą, by słowa się spełniły nad ziemią tą szczęśliwą. Jest tyle sił w narodzie, jest tyle, mnogo ludzi, niechże w nie Twój duch wstąpi i śpiące niech pobudzi. Niech się królestwo stanie, nie krzyża, lecz zbawienia. O Daj nam Jezu Panie, Twą Polskę objawienia”.

Panie Tomaszu, szanowni Państwo – nie chcę ale muszę wstrzymać oddech, rzucić ostatnie spojrzenie i powiedzieć to ostanie słowo, na potwierdzenie tego, co powyżej, na potwierdzenie zakończenia i to słowo jest prawie dla mnie samego zaskoczeniem jak z podręcznika instrukcji strzelań. Język spustowy ześliznął się już nieodwracalnie – a więc stań na wiecznej warcie Tomaszu. A to słowo zaskoczenia, strzału tak pojedynczego jak i salwy, słowo które jest zaskoczeniem i potwierdzeniem to – AMEN!

jos.